Sabbatical. Czy to się opłaca?

Anna Olczyk-Waldowska

Stoisz może na rozdrożu swojej kariery? Szukasz nowej pespektywy. Chcesz znów ocenić co jest dla Ciebie najważniejsze? Co już umiesz, czego pragniesz? Zwyczajnie potrzebujesz naładować baterię i dać sobie przestrzeń, by móc w pełni wykorzystać swój potencjał? Być może to czas na sabbatical. Ja spróbowałam. W tej historii niektórzy może znajdą inspiracje. Inni profesjonaliści w branży HR może poszerzą swoje spojrzenie na praktykę jaką jest właśnie sabbatical. 

Coraz rzadziej jesteśmy w pełni „wylogowywani”. Nawet jeśli jesteśmy poza biurem, to dostęp do nowych technologii sprawia, że ​​sprawdzanie wiadomości e-mail i odpowiadanie na nie jest łatwiejsze niż kiedykolwiek. Jeszcze przed pandemią, wiele organizacji wprowadzało elastyczne formy pracy, a dzisiejsza sytuacja wzmocniła ten trend i obecnie jesteśmy w stanie pracować, kiedy oraz gdzie czujemy się najbardziej produktywni. Jednak ta elastyczność, pewnego rodzaju wolność, ma drugą stronę: brak granic. Nawet na wakacjach przyglądamy się temu, co dzieje się w pracy. Martwimy się, że możemy przegapić coś ważnego lub, że będziemy potrzebni nawet wtedy, gdy mamy wolne. 

Czas na sabbatical? 

Sabbatical to dłuższa, trwająca kilka miesięcy albo nawet rok, „przerwa w pracy”, podczas której pracownicy mogą realizować swoje zainteresowania. Mogą podróżować, pisać, podnosić kwalifikacje, prowadzić badania naukowe, zająć się wolontariatem, albo po prostu mogą odpocząć.   Coraz więcej firm oferuje sabbatical jako rodzaj benefitu, z którego  korzystają najczęściej pracownicy międzynarodowych korporacji oraz osoby zajmujące najbardziej odpowiedzialne stanowiska w organizacji. W polskich przepisach prawa pracy taki urlop regeneracyjny nie został jak na razie uregulowany. To pewnego rodzaju porozumienie z pracodawcą, na podstawie którego pracownik może wziąć dłuższy urlop bez konieczności zwalniania się z pracy. W wielu instytucjach jest to urlop płatny, choć nie zawsze tak jest. To kwestia porozumienia między pracownikiem a pracodawcą. Podstawową różnicą pomiędzy sabbaticalem a zwykłym urlopem jest to, że ten pierwszy ma celowy, uważny charakter. 

Jaka była moja historia?

Zaczęło się dość zwyczajnie. Po 14 latach pracy w jednej firmie zdecydowałam, że moja misja dopełniła się w tym miejscu i potrzebuję zmiany. Jednocześnie poczułam, że najpierw muszę zrobić sobie przerwę od pracy.  Miałam za sobą bardzo intensywny zawodowo czas. Praca czasami po kilkanaście godzin dziennie, wychowywałam dwójkę dzieci w wieku szkolnym. We wszystko starałam się angażować na sto procent. Tylko, że jak wszędzie się jest na „maksa”, to zaczynamy żyć na kredyt. Ja żyłam na kredyt swojego zdrowia i obecności w domu. 

Czułam, że potrzebuje po pierwsze złapać dystans do pracy, do firmy, z którą się czułam bardzo związana, także emocjonalnie. Wiedziałam, że jest to niezbędne, żeby móc otworzyć się na nowe możliwości.  Po drugie to był najwyższy czas, żeby zwolnić, nauczyć się uważności i odnajdywania sensu w małych codziennych sprawach. W mojej ówczesnej firmie funkcjonował program krótkich kilku miesięcznych subbaticali i byli pracownicy, którzy z nich korzystali. Zdecydowałam się i ja skorzystać z takiej formy „przerwy w pracy”. Postanowiłam jednak zrobić to na „własny rachunek”, bo nie byłam pewna czy po urlopie wrócę do tego samego miejsca. Nie miałam zamiaru podróżować dookoła świata (o co pytano mnie często), ale chciałam spędzić ten czas w domu. Blisko tego co dla mnie ważne. Blisko tego, a raczej tych, których zaniedbałam, wliczając w to siebie.

Co się porabia na re-charge’u?

Wiele osób mnie pytało: to czym Aniu jesteś teraz zajęta?  Jedyna odpowiedź jaka przychodziła mi do głowy to: życiem. I tak właśnie było. Zaczęłam od domu. Zrobiłam w nim miejsce, pozbyłam się wszystkich zbędnych i nadmiernych rzeczy. Zajęłam się swoim zdrowiem – ale tak na serio. Wzięłam się za jogę, dorzuciłam praktykę oddechową i medytację. Dziś praktykuję cały ten pakiet regularnie. Dzieci od pierwszych dni mojej domowej obecności „czerpały ze mnie garściami”. A ja żyłam ich sprawami, troskami, radościami, pytaniami, marzeniami. I w końcu zaczęłam zwalniać. 

Mój sabbatical trwał prawie 1,5 roku. Ostatnio mój znajomy, spytał się mnie czy nie żałuje tego czasu, bo “straciłam ponad rok”. Straciłam? W żadnym razie. Ja bardzo wiele zyskałam, za co jestem sobie ogromnie wdzięczna. Postaram się to ująć w krótkich punktach, choć one nie wyrażą tego, jak ważna była to dla mnie podróż.

  1. Nauczyłam się odnajdywać sens i radość w codziennych czynnościach. Ta potoczność, zwyczajność wzbudza we mnie ogrom wdzięczności. Nauczyłam się ją doceniać i się nią cieszyć. A to przełożyło się na formę i jakość mojej obecności w pracy.  Im więcej satysfakcji czerpiemy z codzienności, tym więcej radości mamy z projektów, sukcesów a nasze zespoły z pracy z nami.
  2. Nauczyłam się uważności na siebie, swoje ciało i na to co tu i teraz. Znacznie mniej żyje tym co było lub tym co bym chciała mieć, a nie mam. Nabyłam umiejętności świadomego przeżywania życia, też tych jego ciemnych stron. Codzienne smutki i troski nie są jednak powodem, by martwić się więcej niż cieszyć. 
  3. Pokochałam jogę, a joga pomaga mi dbać o ciało i zdrowie.
  4. Odkryłam moją nastoletnią córkę na nowo, można rzec, że nauczyłam się jej. Odkryłam w niej niesamowitą mądrość i piękno.
  5. Zbudowałam inną jakość mojego małżeństwa.
  6. Umocniłam się w swoich wartościach. A to ma swoje odzwierciedlenie w świadomości i decyzji o tym, jakim chce być liderem i HRowcem.
  7. Na nowo przyjrzałam się kierunkowi, w którym chcę podążać i dokonałam rewizji swojej zawodowej wizji.

Mój sabbatical już jakiś czas temu się zakończył. Powróciłam do życia zawodowego jako dużo bardziej świadoma, uważna osoba. Zdecydowałam się na nową rolę w nowej firmie, którą sobie wybrałam. Mam w niej możliwość realizować wizję siebie jako lidera HR. Wiem też już na pewno, że nic mnie nie ominęło, wręcz przeciwnie. 

Powrót

Jeśli zastanawiasz się nad taką formą „przerwy”, to nie wahaj się, nic nie stracisz, zyskasz wiele. Oczywiście do takiego ruchu trzeba się przygotować, zarówno od strony zawodowej jak i finansowej. To bardzo ważne, by móc z dobrodziejstwa sabbaticalu korzystać w pełni, bez niepotrzebnego stresu. Warto być też świadomym zmian jakie towarzyszą wracając do życia zawodowego. Trzeba na nowo nauczyć się nowego rytmu i dynamiki dnia, wejść z powrotem w swoją profesjonalną rolę. Dla mnie to było duże wyzwanie, przez pierwszy miesiąc miałam poczucie, że praca „zabiera” mi za dużo czasu. Odkryłam jednak, że sabbatical nauczył mnie jak odpoczywać, jak się wyłączać. Odkryłam, że potrafię pracować inaczej, łatwiej jest mi komunikować swoje potrzeby i zastrzeżenia. I to robi ogromną różnicę, chroni mnie przed zatraceniem się na nowo.

Na urlopie skorzysta firma 

Jeśli jako HRowiec zastanawiasz się czy urlop sabbatical to korzystna forma „benfitu” dla pracownika i dla pracodawcy? Śpieszę Cię poinformować, że tak. Masz realną szansę zyskać wdzięcznego, lojalnego i zmotywowanego członka zespołu czy lidera w swojej organizacji. Cena, którą firma ponosi, aby wyszkolić specjalistę, jest znacznie wyższa niż kilkumiesięczny płatny urlop. 

Przez kilka lat miałam okazję obserwować działanie programu subbatical w dużej organizacji. Najczęściej korzystali z niego młodzi ludzie, by wyjechać w podróż marzeń lub by zdobyć dodatkowe kwalifikacje. Wracali wdzięczni i zaangażowani. Warto jednak jasno opisać zasady takiego programu. Pomóc danej osobie przygotować się do skorzystania z tej formy odpoczynku, a później wrócić do codziennych zadań. Może się też zdarzyć, że po powrocie osoba zdecyduje się odejść z firmy. Warto o tym wszystkim porozmawiać, żeby sytuacja dla każdej ze stron była jasna. 

Anna Olczyk-Waldowska: Dyrektor ds. Personalnych w Crido, HR Influencer